sobota, 20 października 2012

Kendrick Lamar - Good Kid m.A.A.d City

http://www.killerhiphop.com/wp-content/uploads/2012/09/kendrick-lamar-good-kid-maad-city-deluxe.jpg 

Kendrick Lamar znalazł się w chyba najważniejszym punkcie swojej kariery, bo inaczej nie można nazwać premiery pierwszego studyjnego albumu. Albumu, na którym ciążyła presja udowodnienia i ostatecznego utwierdzenia słuchaczy w tym, że K-Dot nie jest gwiazdą jednego sezonu, ale raperem, który za kilkanaście lat będzie aspirował do hip hopowego Hall of Fame. Lider TDE przeszedł drogę, której wielu dzisiejszym raperom udaje się uniknąć. ASAP Rocky'emu do podpisania gigantycznego kontraktu płytowego wystarczył jeden świetny mikstejp. Lamar musiał ich nagrać pięć, dorzucając do tego EPkę i genialny album wydany niezależnie zatytułowany "Section 80". I to właśnie "S80" osobiście dało mi do zrozumienia, że mam do czynienia z gościem, który z młodego pokolenia amerykańskich raperów chyba jako jedyny ma szanse osiągnąć status legendy. Zaprezentował na nim umiejętność przekazywania prostych treści w niebanalny sposób, jednocześnie "między wierszami" przemycając głębsze refleksje. Połączmy to z undergroundowym wajbem, który jednocześnie był w stanie trafić też do mainstreamowego słuchacza i już wiemy, że dostajemy niepodrabialną mieszankę łączącą się w charakterystyczny styl. Jednocześnie "Section 80" mogło być dla Kendricka gwoździem do trumny. Zawsze tak się dzieje, gdy ktoś poprzeczkę stawia sobie na wyśrubowanym wręcz do granic możliwości poziomie. Słuchacz jest bezlitosny, i materiał poniżej oczekiwań w momencie, gdy hajp na danego artystę jest największy (a w takim momencie na pewno znajduje się obecnie K-Dot) kończy się brutalnym przebiciem napompowanego do granic wytrzymałości balonika. A więc jak jest z tym "Good Kid m.A.A.d City"?

Pierwsze co się rzuca w uszy to niesamowita spójność i liniowość albumu. Przesłuchując snippety miałem duże wątpliwości czy jakość tej produkcji mnie usatysfakcjonuje, jednak po odsłuchu całości wątpliwości zniknęły błyskawicznie. Mam wrażenie, że tracklista jest tu bardzo dokładnie przemyślana, wszystko jest na swoim określonym miejscu. Sprawia to, że płyta posiada syndrom "no-skip", nie przeskakuję żadnego kawałka, co więcej nie zdarzyło mi się jeszcze włączać pojedynczych numerów. Po prostu ten album płynie tak, że wyjęcie z układanki jednego elementu mija się z celem. Produkcyjnie też jest świetnie, stosunek bangerów do kawałków spokojniejszych jest idealny, do tego mamy Pharrella, Just Blaze'a, Like'a z Pac Div, T-Minusa czy Hit-Boya czyli mieszankę wybuchową, która zawieść nie miała prawa. No i nie zawiodła. Banger Hit-Boya w postaci "Backseat Freestyle" to coś pięknego, "good kid" śmierdzi Pharrellem w najlepszej formie na odległość, "Swimming Pools" T-Minusa to singiel-ideał. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Soundwave, nadworny producent TDE, który oczywiście miał kilka świetnych bitów na koncie, ale w takim towarzystwie jak wyżej musiał udowodnić, ze należy do ekstraklasy. I szczerze mówiąc jego "Bitch don't kill my vibe" to top 3 albumu. Jedyny zawód to chyba Scoop DeVille i jego dość wtórne "Poetic Justice". A Kendrick? Można powiedzieć "Jak to Kendrick, nie zawodzi". Jego flow jest po prostu niepodrabialne. Zabawy intonacją, perfekcyjne przyspieszenia, emocje, modulowanie głosu - wszystko to sprawia, że nawet bez wsłuchiwania się w linijki jego kawałki są interesujące. Ale radzę wsłuchać się jednak w linijki, bo to kwintesencja jego twórczości. Polecam robić to w asyscie rapgeniusa, bo po prostu rozgryzienie niektórych wersów w inny sposób jest niemożliwe (no chyba, że mieszkasz w Stanach i masz na imię Jamaal). Wrażenie robią zdolności Kendricka w dziedzinie storytellingu, bo "The Art Of Peer Pressure" "ogląda" się jak genialny film. "m.A.A.d City" to typowy "OH FUCK!" moment płyty, gdzie "You movin backwards if you suggest that you sleep wit a Tec; Go buy a chopper and have a doctor on speed dial, I guess; M.A.A.d city" jest idealnym podsumowaniem bardzo mocnej i dobitnej zwrotki K-Dota. Zresztą od świetnych wersów na "Good Kid m.A.A.d City" aż się roi. Inną ciekawą sprawą jest sam koncept albumu, który w skrócie jest jedną wielką historią-filmem. Dokładnego interpretowania całości się nie podejmuję, bo po przeczytaniu tego co napisał użytkownik good kid na kdotnation TU stwierdziłem, że lepiej się tego zrobić nie da.

Podsumowując. Kendrick Lamar wykonał zadanie wzorowo. Dzięki niemu hip hop docierający do ogromnego grona odbiorców znowu ma coś więcej do przekazania. Jestem dumny, że w czasach w których z każdej strony dociera do nas gówno i chałtura, to co robi K-Dot jest w stanie się przebić i dotrzeć do milionów słuchaczy. Wg mnie przeskoczył poprzeczkę o nazwie "Section 80" i jest na najlepszej drodze do tego, by za kilka lat mówiło się o nim jak o kolejnej legendzie West Coastu. Na 99% rapowy album roku.

9/10

"And you're right, your brother was a brother to me
And your sister's situation was the one that put me
In a direction to speak of something that's realer than the TV screen
By any means, wasn't trying to offend or come between
Her personal life, I was like "it need to be told
Cursing the life of 20 generations after her" so
Exactly would have happened if I hadn't continued rappin'
Or steady being distracted by money drugs and four
Fives, I count lives all on these songs
Look at the weak and cry, pray one day you'll be strong
Fighting for your rights, even when you're wrong
And hope that at least one of you sing about me when I'm gone
Now am I worth it?
Did I put enough work in?"







piątek, 20 kwietnia 2012

Sigur Ros - Valtari

http://release.com.pl/wp-content/uploads/valtari-500x4301.jpg 

Za oknem deszcz i pioruny, a nie od dziś wiadomo, że taka pogoda plus muzyka rodem z Islandii to połączenie idealne, więc nie mogłem sobie odmówić napisania paru słów na temat najnowszej płyty sztandarowej formacji z tej wyalienowanej od reszty świata, cichej wysepki. Internet jest okrutny. Tym razem zarzucił swoje sieci na Sigur Ros, których płyta "Valtari" miała pojawić się w sklepach 28 maja, a "tu i tam" funkcjonuje już od jakiegoś tygodnia. Jak zapewne można się domyślać, ogromna liczba fanów nie potrafiła się powstrzymać i musiała sprawdzić co tym razem oferuje nam Jonsi i spółka. I tu nasuwa się pytanie: Czym islandzcy przyjaciele mogą nas jeszcze zaskoczyć? W moim przypadku odpowiedź była bardzo prosta: Nie interesuje mnie to, nie chcę czuć się zaskoczony. Nie chcę włączyć płyty Sigurów i powiedzieć "Wow, ale to rewolucyjne! Brzmią zupełnie inaczej!". Chcę odpalić LP i po pierwszych sekundach pomyśleć sobie "Taaak, to jest to co zwykle!". Styl Sigur Ros jest tak niepowtarzalny, że głupotą byłoby coś przy nim majstrować. Oczywiście nie chcę też usłyszeć kopii poprzednich albumów, ale i w tym przypadku Jonsi nie zawiódł. Na "Valtari" słychać ewolucję projektu "Riceboy Sleeps" - brzmienie jest bardziej monumentalne i ascetyczne niż zwykle, ale jednocześnie dalej funkcjonuje w granicach piosenki. Utwór "Varúð" to istny majstersztyk. To buzujący wulkan emocji, który wrze coraz mocniej, by na samym końcu epicko eksplodować. Zresztą to jest esencja muzyki Sigur Ros - emocje. Słuchając "Valtari" nie raz łapałem się na tym, że przez minutę patrzyłem się w jeden punkt na ścianie z totalnie czystym umysłem. To jest dla mnie wyznacznik geniuszu muzyka - kiedy nie masz w głowie miejsca na nic innego poza jego twórczością. Kiedy słucham takiej płyty jak ta, to nachodzi mnie refleksja, że współczuje ludziom dla których muzyka jest tylko Radio Eska w czasie jazdy o 7.00 rano samochodem do pracy. Strasznie duzo tracą... 

Polecam więc teraz zasłonić okna, wyłączyć światło, włączyć genialny w swoim minimalizmie teledysk spod spodu i odpłynąć (a raczej odlecieć) razem z tym statkiem. 


I "Varúð"

czwartek, 8 marca 2012

Machinedrum - Nastyfuckk EP

 

Wpływy amerykańskiego juke'u na europejską nową muzykę elektroniczną w bardzo krótkim czasie nadały jej nowego charakteru. Artyści przestali się obawiać czegokolwiek. Juke swoim surowym, potężnym i czysto energetycznym brzmieniem zainspirował ogromną ilość producentów, w tym Machinedruma - mojego faworyta ostatnich miesięcy. Najpierw niszczył mnie future garage'owymi produkcjami, które tworzył w kolaboracji z Praveenem Sharmą pod szyldem Sepalcure. Teraz Travis Stewart próbuje sił solo. Travis to Amerykanin, ale nie pomyliłem się na początku pisząc o muzyce europejskiej, bo dźwięki Machinedruma jak ulał pasują do Londynu czy Berlina. Epka "Nastyfuckk" to kolejna, po genialnym albumie "Room(s)" czy kilku pomniejszych wydawnictwach produkcja, która rozkłada na łopatki mnogością wpływów i nurtów. Mamy tu jungle, IDM, techno, dubstep, trip hop - a wszystko to spięte jest jednym wielkim spinaczem na którym widnieje ogromny napis JUKE. Kawałek tytułowy to istne muzyczne tsunami, które pędzi przed siebie i miażdży wszystko co staje mu na drodze. Piękny chaos. Drugi numer to autorski remiks jego własnej kolaboracji z Badawim, który również pruje do przodu niczym Usain Bolt i nie zwalnia tempa aż do mety. Trochę śmierdzi mi tu też zjaranymi jazdami Zomby'ego. Wytchnienie przychodzi dopiero z dwoma ostatnimi utworami czyli "What U wanted 2 Feel" i jego remiksem w wykonaniu Pixelorda. Powiem tylko, że wersja Machinedruma to jeden z kandydatów do kawałka roku 2012 już teraz. Podsumowując - epka jest krótka, ale tak treściwa, że w zupełności wystarczająca, by się nasycić tymi kilkoma gryzami. Czysta energia i klimat!

czwartek, 2 lutego 2012

Evian Christ - Kings And Them

http://cdn02.cdn.gorillavsbear.net/wp-content/uploads/2012/02/EVIAN-CHRIST-KINGS-575x541.png 

Evian Christ to 22 letni Brytyjczyk Joshua Leary, o którym w sumie niewiele więcej wiadomo. Jego kawałki zrobiły niedawno na youtube sporą karierę i w związku z tym podpisał kontrakt z labelem Tri Angle Records. A w związku z tym, że dostał szansę o tego labelu, postanowił uczcić to wydarzenie darmowym mikstejpem "Kings And Them". Evian Christ wpisuje się w bardzo ciekawy i zyskujący popularność trend brzmieniowy, w którym łączy się ambient, retro elektronikę, footwork/juke z wpływami południowego hip hopu a wszystko to wylewa się z głośników w ślamazarnym tempie. Tak było ze świetną płytą Dropxlife'a, tak jest również z tą.  Fascynujące jest to jak takie podkłady dobrze współgrają z agresywnymi rapowanymi wstawkami chociażby od Tygi. Na "Kings and Them" słyszę sporą inspirację Clams Casino, jednak jest to zdecydowanie pozytywna inspiracja, a nie próba kopii, co się chwali. Coś mam przeczucie, że 2012 rok będzie należał właśnie do takich dźwięków (co mi się bardzo podoba). POLECAM!

DOWNLOAD TU


środa, 11 stycznia 2012

Poplavitz - To Nie Jest Solo Ziomek EP



Poplavitz z mojej ekipy Bałagany na Bani puścił epkę zatytułowaną "To nie jest solo ziomek". Materiał to 6 kawałków opartych o sample z lat 80 uzupełnionych luźną i pozytywną nawijką. Na płycie wokalnie udzielają się wszyscy Bałaganiarze oraz Bartek z Ambasadores, a na gramofonach drapie DJ Danek. 3 kawałki wyprodukowałem ja, drugie 3 Wredny. Singiel "Jumanji" wyszedł razem z klipem, za realizację którego odpowiedzialny jest Mateusz Baran. Polecam i zapraszam do ściągania!

1. Gwiazdy (+Wredny, prod. Miko)
2. To miasto (+Tmk, prod. Wredny)
3. Jumanji (+Helio, prod. Miko)
4. Weź wdech (+Kony, prod. Wredny)
5. Słowo (+Dj Danek, prod. Miko)
6. Lubię ten stan (+Bartek/Ambasadores, prod. Wredny)






środa, 14 grudnia 2011

Miko Prizents: 2011 RECAP!

Rok 2011 był baaardzo dobrym rokiem. Hip hop odżył, na wierzch zaczęły wypływać różne hybrydy brytyjskiej muzyki bassowej, Polska koncertowo jeszcze bardziej przypominała zachód. Ogólnie chyba ciężko będzie przeskoczyć 2011. Robiąc podsumowanie odszedłem od koncepcji rankingu, a zrobiłem podział na albumy i pojedyncze kawałki, które moim zdaniem rozwaliły minione 365 dni.

ALBUMY:

http://best-torrents.net/obrazki/109892.jpgRadiohead - The King Of Limbs
Jak to przed premierą każdego nowego krążka Radiohead bywa, oczekiwania są ogromne. I jak to po tej premierze zwykle bywa, oczekiwania zostają spełnione. Radiogłowi na każdym albumie są tacy sami, ale jednak trochę inni, i to chyba właśnie jest czynnik decydujący o ich sukcesie. Ciekawi mnie tylko kiedy Yorke'owi skończą się pomysły, ale patrząc po jego formie, to szybko do tego nie dojdzie.



http://syn.org.au/sites/default/files/imagecache/news_thumb/Tyler-The-Creator-Goblin.jpgTyler The Creator - Goblin
Truskule go nienawidzą, hipsterzy ubóstwiają, a ja go po prostu lubię. Jeśli jakaś rzecz budzi skrajne emocje, to dobrze. Goblin to nie tylko chore wizje pseudo zbuntowanego, bananowego nastolatka nawijającego na asłuchalnych bitach. Goblin to idealnie dopracowany koncept album, na którym pomiędzy seksistowskimi, rasistowskimi i ignoranckimi tekstami kryje się drugie, podszyte psychologią dno. Jak jeszcze go nie znaleźliście to poszukajcie, a może zmienicie zdanie na temat tego typa. Poza tym Tyler jest śmieszny. Tyle.

 




http://merlin.pl/Teoria-Rownoleglych-Wszechswiatow_Medium,images_big,17,0911502.jpg Medium - Teoria Równoległych Wszechświatów
Było trochę dobrych albumów w polskim rapie. B.O.K, Ten Typ Mes, Łona. Ale ostatecznie postanowiłem wyróżnić Mediuma. Świetna technika, ciekawe teksty i genialna wręcz produkcja. Co mogę więcej dodać, obyśmy coraz częściej dostawali takie rzeczy. 







http://maxi-torrents.pl/obrazki/29232.jpgDrake - Take Care
Według mnie najlepszy mainstreamowy album roku. Drake, z pomocą takich ludzi jak The Weeknd, Jamie XX, czy Just Blaze stworzył lekkostrawną, aczkolwiek oryginalną i innowacyjną płytę, a wiemy, że środowisko głównego nurtu nie lubi eksperymentów. Ten jednak polubił i Drake wyszedł z tego ryzykownego zabiegu "z tarczą". Często określanie czegoś mianem "ładnego" jest najgorszym wrzutem, jednak w tym przypadku to komplement. Ten album brzmi po prostu ładnie. 




http://edge-img.datpiff.com/mc4c9501/ASAP_Rocky_Liveloveaap-front.jpgA$AP Rocky - LiveLoveA$AP
Gość pojawił się nagle, i już jest chyba najświeższym newcomerem tego roku. Jeśli Rocky nie będzie w przyszłym "sezonie" najgorętszym gościem w mainstreamowym rapie, to dam sobie uciąć... rękę. LiveLoveA$AP niszczy spójnością, mocnymi linijkami i bitami Clamsa Casino. 



 
http://i.torrenty.org/timages/565127.jpgLong Arm - The Branches
Bardzo podobało mi się co w tym roku robił label Project: Mooncircle, a najbardziej podobała mi się płyta Long Arm. Ten rosyjski producent pokazał jak można łączyć jazz z hip hopem a jednocześnie nie być wtórnym. The Branches charakteryzuje się niesamowitym, nostalgicznym i trochę zimnym klimatem, który wciąga od pierwszych sekund. Czekam na więcej w 2012.





http://edge-img.datpiff.com/m636bcae/Stalley_Rashad_Lincoln_Way_Nights-front.jpgStalley - Lincoln Way Nights
Gdy dowiedziałem się, że Rick Ross zwerbował go do MMG miałem mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie, bo będzie miał szansę się pokazać i wyjść z cienia Big K.R.I.Ta, czy Curren$y'ego, ale z drugiej strony bałem się, że Rozzay przerobi go na wtórnego bangerowca w stylu Meek Milla. Na szczęście Stalley został Stalleyem. LWN to świetny materiał, hołd dla malutkich miasteczek położonych na trasie wielkich autostrad. I czuć tu ten amerykański klimat. Do tego jego koncert w Warszawskiej Cafe Kulturalnej rozłożył mnie na łopatki, będą z niego ludzie.





http://p.playme.com/images/album/6640046/128/us/Alva-Noto-+-Ryuichi-Sakamoto/summvs.jpg?ts=20111026Alva noto + Ryuichi Sakamoto - Summvs
Ostatni album tego duetu. Szkoda, może jednak zmienią zdanie i w przyszłości jeszcze raz usłyszymy tych dwóch twórców razem. Summvs to płyta, która jest idealna, jeśli chce się kogoś zapoznać z katalogiem labelu raster-noton. Dość łatwa w odbiorze, a jednocześnie świetnie oddająca koncepcję wytwórni. No i ten cover "By This River", piękne. 





http://p.playme.com/images/album/5088483/128/us/How-To-Dress-Well/Love-Remains.jpg?ts=20111110How To Dress Well - Love Remains 
Nostalgia, zamułka, relaks. Nie, to nie do końca ambientowa płyta. Nazwałbym to raczej ambient r'n'b. Rozpływające się wokalizy, śpiewane z wyczuwalną, melodyjną manierą fajnie współgrają z oszczędnym muzycznym tłem. Polecam na nocne nudy.




http://best-torrents.net/obrazki/142555.jpgEvidence - Cats & Dogs
Ciekawa sprawa, że płyta, która nie jest ani oryginalna, ani świeża, ani zrobiona przez jakiegoś freshmana na tak długo zagościła na mojej playliście. Przyznam się bez bicia, że Evidence'a darzę wielką sympatią i może dlatego wylądował u mnie w rocznym podsumowaniu. Po za tym słowo klucz - "produkcja". Alchemist zaprezentował genialną formę i z całym szacunkiem dla Preemo, ale na tej płycie zjadł go żywcem.





 
http://external.ak.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQAh-3EHIN0gpx0O&w=130&h=130&url=http%3A%2F%2Fedge-img.datpiff.com%2Fm9a49229%2Fclams_casino_Clams_Casino-front.jpgClams Casino - Instrumentals
 To był zdecydowanie jego rok. Gość który jeszcze przed chwilą robił bity do szuflady, dziś produkuje płyty instrumentalne dla szanowanych labeli i daje bity grubym rybom (można ich nie lubić, ale to fakt) w rapgrze. Clams ma niepodrabialny styl, a poza tym to fajny, normalny gość. Polecam obejrzeć lecture z tegorocznego RBMA. On będzie jeszcze sławny. ;)









http://externalwalls.files.wordpress.com/2011/06/artworks-000006776418-7igwqq-crop.jpg?w=400&h=400Marsen Jules - Nostalgia
 Mój ulubiony, według mnie mocno niedoceniany, twórca ambientu znów pokazał, że należy mu się szacunek. Nostalgia to kolejna podróż w świat pogłosów. Proste i surowe kompozycje nabierają kształtu dzięki genialnie opanowanej przez Marsena technice reeverbowania i delayowania. Dla mnie ambientowa płyta roku.







https://lh4.googleusercontent.com/19Sx-W1H2qG3yUcu5IjlzoYJsq_gx5ajCoksmnDaUdvueS5P4Tf1yLaCKJfNPvwBCNYemuMQRw=w128 Amon Tobin - Isam
Brazylijski geniusz sampli i field recordingu znowu zaatakował powykręcanym i abstrakcyjnym materiałem. Dla mnie materiałem genialnym, a w połączeniu z jego projektem wizualnym specjalnie przygotowanym na ten rok tworzy eksperymentalny twór idealny. Wystarczy popatrzeć na to:
  




UTWORY:
 Modselektor + Thom Yorke - Shipwreck

Stalley - Pound

Fisz - Jesteś Tam

Beastie Boys - Make Some Noise

Lower Entrance – Back Entrance

The Weeknd - What You Need

Jay-z / Kanye West — Murder to excellence

Pusha T feat. Tyler The Creator - Trouble On my Mind

Tyler, The Creator - Yonkers

Massive Attack vs Burial - Paradise Circus

Bvdub & Ian Hawgood - Nothing You Want Will Ever Come True

Jai Paul - BTSTU 

Gil Scott-Heron and Jamie XX - NY is killing me

J Rocc - Stay Fresh

Hatti Vatti feat. Cian Finn - You

Skream - Tweedel Dee, Tweedel Dumb! (feat. Trim) 




Na bank od cholery rzeczy pozapominałem...
Do usłyszenia w 2012. 

czwartek, 1 grudnia 2011

ASAP Rocky - LiveLoveA$AP

http://edge-img.datpiff.com/mc4c9501/ASAP_Rocky_Liveloveaap-front-large.jpg

Stany Zjednoczone to bardzo dziwny kraj. Co roku pojawia tam się milion "obiecujących debiutantów". Ich kariera zazwyczaj kończy się na pominięciu przy tworzeniu corocznej listy freshmanów magazynu XXL. Z tych dziesięciu freshmanów karierę robi zazwyczaj jeden, ewentualnie dwóch. W tym całym natłoku niczym nie wyróżniających się nawijaczy bardzo trudno wyłowić coś konkretniejszego. Jednak od czasu do czasu trafia się wśród nich gość, któremu z góry można przewidzieć świetlaną przyszłość. I jednym z nich jest raper o ksywie ASAP Rocky. Typ na prawdę nazywa się Rakim Mayers, urodził się w 1987 i pochodzi z Harlemu. Pewnie myślicie sobie "Taaaa, kolejny nudny truskulowiec". Nic bardziej mylnego. ASAP aż ocieka mainstreamowym potencjałem, a stylu dodaje mu świetne, przelewające się między bębnami flow, czasem kosmiczne technicznie wersy i świetne zaplecze producenckie. W pierwszych sekundach ASAP przypomina Weezy'ego czy Drake'a, ale już po chwili z łatwością zauważamy, że to zupełnie inny styl. Mixtape "LiveLoveA$AP" zrobił błyskawiczną karierę w sieci. Pierwsze wycieki od razu zagościły na antenie HOT 97, liczby downloadów w błyskawicznym tempie rosły i zanim Rocky zdążył się obejrzeć podpisał 3 milionowy kontrakt z Sony/RCA. Mocno szanowany portal Pitchfork ocenił mikstape na 8.2/10 co jest baaardzo wysoką notą. I zgadzam się z nią w 100%. Produkcyjnie materiał jest świetny. Bity są dość leniwe, mają głównonurtowy potencjał, ale nie są to kolejne wtórne bangery od Lexa Lugera. To co wyrabia na tej płycie Clams Casino, jeden z najgorętszych producentów ostatniego czasu, to poezja. Numer "Palace" jest chyba w moim "top 5" tracków roku. Świetną nawijką ASAP popisuje się w "Get Lit". Wyróżnienia idą też do "Wassup", "Trilla", "Leaf" i "Demons". Mimo, że Mayers zatrudnił wielu producentów, mixtape jest bardzo spójny. Świetna rzecz. Jaram się.

Odsłuch i free download: